Kuchnia francuska, czyli dania warte grzechu

Odkrycie nowego dania większym jest szczęściem dla ludzkości niż odkrycie nowej gwiazdy

Anthelme Brillat-Savarin

Do tego wpisu zainspirowała mnie moja przyjaciółka, która nagrała filmik ze swojego jedzenia ślimaków. W wiadomości prywatnej napisała, że (bardzo delikatnie ujmując) nie było to najlepsze doświadczenie dla jej podniebienia. Jako fan ślimaków jestem w stanie w to uwierzyć. Ślimaki z filmu nie wyglądały tak jak te, które miałam okazję spróbować u mojej kuzynki w Paryżu. Te z filmu były próbowane w Maroko. Doprawdy nie wiem co ma wspólnego Maroko ze ślimakami, ani dlaczego moja przyjaciółka akurat wybrała ten kraj na próbowanie tego francuskiego przysmaku? Może dlatego, że obiecała mi, że w swojej podróży będzie jadła i za mnie i za siebie? Póki co dotrzymuje słowa. W naszej rozmowie ustaliłyśmy, że na ślimaki zabiorę ją do Francji. Uff…. Póki co, ja zabieram Was w podróż odkrywania kuchni francuskiej, która jest jednym z wielu powodów przez które Francję uwielbiam. Uważam, że nowe potrawy trzeba odkrywać, bo to ogromne szczęście.

Kulinarny powód numer jeden, za który kocham Francję to właśnie ślimaki. Niestety, z uwagi na to, że mój komputer padł i nie mam dostępu do swoich zdjęć, będę posiłkowała się zdjęciami z internetu. Chyba, że przed publikacją wpisu zdążę namówić kuzynkę na wysłanie mi kilku zdjęć jej autorstwa z mojej francuskiej podróży kulinarnej. Dobrze przyrządzone ślimaki powinny wyglądać tak :

Przynajmniej te, które ją jadłam tak wyglądały i były przeeeepyszne. Mam jedno zdjęcie z telefonu kolegi o słabej rozdzielczości. Pięknie prezentują się, gdy podane są na soli gruboziarnistej. Ślimaki z masłem ziołowo-czosnkowym, zapiekane w piecu to jest grzech numer jeden!

Powód numer dwa to bezapelacyjnie la mouse au chocolat. Każdy miłośnik słodyczy powinien to spróbować. Ja smakoszem słodkości nie jestem, a dla tego deseru jestem w stanie zrobić wiele, naprawdę wiele. Jest to nic innego jak mus czekoladowy. Lekka pianka pod którą kryją się miliony kalorii zdecydowanie najlepsza jest w wykonaniu mojej cioci, jednak ona nie chce zdradzić swojego przebojowego przepisu. Mam nadzieję, że jeśli skusicie się na ten deser to będziecie mieć okazję spróbować go w najlepszej, prawdziwej wersji.

Rozpływa się w ustach – im lżejszy, bardziej puszysty tym lepszy! Stwierdzam to ja- fan słonych przekąsek.

Boeuf Bourguignon to kolejny powód dla którego Francję należy odwiedzić. Jest to wołowina po burgundzku przyrządzana na winie. Mnie akurat ciocia uraczyła wołowiną duszoną na bardzo drogim winie z mojego rocznika… Francuzi uważają, że wino jakie powinno się spożywać do tego dania, powinno być takie samo jak to, które było wykorzystane do przyrządzania mięsa. Do dzisiaj z Jedynym i braćmi wspominamy tę ucztę i do dzisiaj nie potrafimy określić co w smaku było wspanialsze – to danie, czy to dojrzałe wino? Wiem jedno, ani lepszej wołowiny, ani lepszego wina do dzisiaj nie spróbowałam!

Francuskie wino to kolejny powód, który mogłabym tu wymienić, ale na nie należy poświęcić osobny wpis, o który poproszę moją kuzynkę. Zamiast tego wymienię tu SOUPE A L’OIGNON. We francuskiej wersji oryginalnej niestety nie miałam okazji spróbować. Przeszukałam „cały” Paryż i ciężko mi w to uwierzyć, ale nie znalazłam jej nigdzie. Przy nastepnej wizycie nie odpuszczę! Oryginał trzeba spróbować!

Kolejnym kulinarnym powodem, który jest wart grzechu to ser racclete. Co prawda jest to danie wywodzące się ze Szwajcarii, jednak sama nazwa pochodzi z języka francuskiego, a dokładniej od słowa ,,racler” co znaczy zdrapywać. Jest bardzo popularne we wszystkich regionach, Szwajcarii, Francji oraz w regionach mojego domu 😉 Racclete to specjalny ser, który topimy na specjalnych podkładkach przypominających małe patelnie. Podaje się go z ziemniakami, różnymi rodzajami wędlin i jakimś zielonym warzywem, które będzie czymś lekkim po ciężkim serze. My jedliśmy racclete z sałatą w occie, aby nas odświeżyła i zrobiła więcej miejsca w brzuchu. Danie jest tak wyjątkowe, że po powrocie do Polski już na drugi dzień kupiłam specjalne urządzenie do przyrządzania racclete. Jak kuzynka wyśle mi zdjęcia to wrzucę je na instagrama. Tak jak wspomniałam do moich zdjęć mam ograniczony dostęp. Póki co, posiłkuję się zdjęciami z internetu nie mojego autorstwa.

W tym smakowitym wpisie nie można nie wspomnieć o Foie gras. Mimo że wymienione jako szósty powód przez który kocham Francję to zdecydowanie mógłby powalczyć o miejsce pierwsze. W tym miejscu zaznaczam, że kolejność dań jest przypadkowa, ponieważ na wszystkie z w/w mam taką samą ochotę o każdej porze dnia i nocy.

Mimo że na zdjęciu Foie gras wygląda jak przepyszny, słodki deser to jest to nic innego jak przerobiona tłusta, gęsia wątroba. Gęsi te są tuczone specjalną metodą tak, aby wątroba miała określony smak i była odpowiednio tłusta. Brzmi ohydnie, ale jest przepyszne. Często podawana jest w formie różowego pasztetu na tostach, krakersach lub chlebie z uwagi na wysoką cenę tego przysmaku.

Powinnam wymienić tutaj francuskie sery np. fromage. Jednak o nich można wiersze pisać, a na pewno oddzielną notkę. Do dzisiaj pamiętam ten smród sera, który unosił się podczas jednej z najwspanialszych kolacji, na których byłam. I wiecie co? Smak był tak nieziemski, że smród w c a l e nie przeszkadzał!

Francuskie dania, które były ok, ale bez szczególnego szału to: żabie udka, crapes (francuskie naleśniki) oraz macrons.

Próbowaliście któregoś z tych dań? A może zrobiłam Wam na coś szczególną ochotę? Piszcie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.