Niebezpieczne miejsca w Europie, które odwiedziłam

W ostatnim czasie wzięłam się za przygotowania do zasypania Was wpisami na temat Paryża i Kopenhagi. Tak się złożyło, że moje wizyty w tych dwóch stolicach łączą silne przeżycia jakich doświadczyłam w dzielnicach tych miast. O ile w Kopenhadze nie było źle, o tyle w Paryżu było przerażająco.

Słowem wstępu zaznaczę tylko, iż jestem osobą, która boi się wielu rzeczy. Nie chodzi tu o pająki (choć niektóre z nich potrafią napędzić mi stracha), ani żadne owady zesłane przez matkę naturę. Najbardziej boję się ludzi i wypadków. Wypadki są powodowane przez ludzi, czyli można ogólnie ująć, że boję się ludzi. Oczywiście mój strach przed ludźmi nie przejawia się w ten sposób, że jak napiszecie do mnie wiadomość prywatną to nie będę mogła spać ze strachu. Chodzi bardziej o ludzi spotykanych w miejscach dość ryzykownych. Staram się nie prowokować losu i omijam miejsca potencjalnie niebezpieczne szeeeerokim łukiem. Dlatego też mało prawdopodobne jest to, że spotkacie mnie spacerującą w Christianii w Kopenhadze, Saint Denis w Paryżu, czy na ul.Limanowskiego w Łodzi. W każdym z tych trzech miejsc miałam wątpliwą przyjemność spacerować i dzisiaj właśnie o tym.

Christiania, Kopenhaga

Zacznę od najmniejszego kalibru. Christianię odwiedziłam świadomie podczas mojej wizyty w Kopenhadze. Zabrał mnie tam mój dobry kolega, u którego byłam z wizytą. Nie jest to miejsce jakoś wybitnie niebezpieczne. Raczej nie słynie ono z morderstw i gwałtów, bo stworzone jest przez hippisów. Jednak sam klimat tego miejsca jest dla mnie dość specyficzny. Gdy przechodzisz przez „bramę” dzielnicy, wkraczasz w inny świat. Dla mnie był to świat lekko upiorny. Jak na złość wybraliśmy się tam pod wieczór, gdy noc otulała już wszystkie zakamarki tego terytorium. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wszędzie wiszące zakazy fotografowania. Zupełnie nie wiem po co one tam wiszą, ponieważ nawet nie wpadłabym na to, aby wyciągnąć tam swój aparat. Szalona nie jestem 😉

Teraz całkiem poważnie, zakaz fotografowania nie bierze się znikąd. Christiania to źródło narkotyków w Danii, dlatego właśnie to miejsce doprowadza duńskich polityków do płaczu i zgrzytania zębami. Wieloletnie walki z mieszkańcami Christianii nie przynoszą skutków, przynosząc jedynie kompromitacje rządzących. Dlatego też oczywiste jest to, że dilerzy narkotyków chcą pozostać anonimowi. W Christianii nie można też biegać, ponieważ jeśli ktoś biegnie to albo ucieka, albo goni… Mieszkańcy tej dzielnicy są dość ostrożni. Wszyscy dilerzy stoją przy swoich „straganach”, które jednym machnięciem ręki można zwinąć, w razie potrzeby ucieczki.

Kopenhaga nocą jest cała oświetlona, wszędzie są włączone latarnie i bardzo ciężko jest znaleźć zupełnie zaciemniony kąt – jedynym zaciemnionym jej kątem jest właśnie Christiania. Tam latarnie nie świeciły albo tak mocno, albo nie świeciły wcale – co oczywiście przyprawiało mnie o jeszcze większą gęsią skórkę. Podobno kiedyś rząd chciał wysiedlić osiedlowych hippisów i pozbawił Christianię dostępu do prądu. Dlatego też, spacerując tam wieczorem możemy nastawić się na obraz mroku, który jest lekko rozświetlany przez ogień z palących się koksowników bądź metalowych beczek.

Christiania – historia

Historia Christanii jest dość pozytywna. Założyli ją hippisi, którzy osiedlili się w opuszczonych po wojnie byłych terenach wojskowych. W latach siedemdziesiątych było to trochę na rękę rządzącym, ponieważ i tak nie korzystali z terenów obecnej Christianii. Założeniem „twórców” tej dzielnicy była wolność. Dlatego też ludzie tam mieszkający dekorowali otaczające ich mury kolorowymi malunkami, hodowali miękkie narkotyki i alkohol. Było to miejsce otwarte i wolne dla wszystkich, zatem każdy Duńczyk, który pragnął rozluźnić się przy skręcie kierował się do bram tego „innego świata”.

Dzisiaj wygląda to trochę bardziej upiornie niż miało wyglądać według założeń „dzieci kwiatów”. Z kolorowego otoczenia zostały tylko stare murale. Brak jest też zieleni, która miała tam królować. Oprócz narkotyków miękkich pojawiły się narkotyki twarde sprzedawane przez gangi. Dlatego to Christiania została wzięta pod lupę przez rządzących. Projekt „dzieci kwiatów” nie do końca się udał i teraz coraz więcej pojawia się tam „podejrzanych typów”. Kiedyś ludzie w kominiarkach tam nie występowali, dziś jest ich coraz więcej. Dlatego nie warto wyciągać ochoczo swoich telefonów.

Podczas swojej wizyty skusiliśmy się na piwo. Piwa można się napić, zjeść też można, jeśli jednak miałam polecić jakieś miejsce to najlepiej wybrać się w to najbardziej oświetlone, gdzie siedzą „dzieci kwiaty” i turyści. Darujmy sobie bardziej odosobnione zakątki. My siedzieliśmy przy scenie, na którą może wejść każdy kto ma ochotę zaprezentować swój talent bądź… jego brak 😉 To był jeden z niewielu pozytywnych akcentów tego spaceru.

Ul. Limanowskiego, Bałuty, Łódź

Dzielnica dobrze mi znana, bo od dziecka spędzam tam co niektóre święta lub weekendy. Wcale nie dlatego, że jest tam pięknie i zachęcająco, po prostu niedaleko „Limanki” mieszka moja babcia. Raz w życiu miałam okazję spacerować nocą po ulicy Limanowskiego i wcale nie planowałam tej przechadzki. Po prostu pomyliłam tramwaje i okazało się, że ten w którym siedzę z przyjaciółką jedzie na zajezdnie właśnie na ul. Limanowskiego. Była noc, mały ruch i w każdej bramie stojący potencjalni gwałciciele i mordercy, a my wracałyśmy do naszego mieszkania, które od strony zajezdni znajdowało się na szarym końcu tej okropnej ulicy. Oprócz przyjaznych panów z bram, na „Limance” przebywają też kibole ŁKSu, którzy co jakiś czas lubią podśpiewywać, że morda nie szklanka…

„Limanka” – historia

Historia ul. Limanowskiego nie jest tak ciekawa jak wspominanej Christianii. Tutaj nie przyświecał żaden cel. Przed wojną znajdowało się tam kilka żydowskich świątyń, podczas wojny należała ona do getta i tyle. Co jakiś czas można przeczytać na temat gwałtów, morderstw i napadów na tej ulicy. O ile w Christanii można napić się piwa, spotkać (mimo wszystko) ciekawych ludzi i poznać ciekawą historię, o tyle na „Limance” nie uraczy Cię nic z powyższych. Jedyne „atrakcje” jakie można tam spotkać to koledzy w bramach, potencjalni kryminaliści, nieprzytomni żule, którzy często leżą głową na ulicy i mnóstwo „murali”, którym daleko do tych z Christianii.

Saint Denis, Paryż

Dotarłam w swych wspomnieniach do Saint Denis. Trafiłam tam również przypadkowo. Historia nieco podobna do tej o mojej wizycie na „Limance”, bo też jechałam tramwajem i też nie byłam świadoma gdzie wysiadę. Różnica w tej historii jest taka, że byłam tam za dnia i z grupą przyjaciół, chłopakiem, braćmi i bratową. Brzmi lepiej? Niekoniecznie, ponieważ w rzeczywistości wyglądało to tak: grupa białych ludzi wysiada z tramwaju w jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic w Europie, w muzułmańskim Saint Denis, w dodatku w części zasiedlonej przez czarnoskórych muzułmanów. Na samą myśl mam ciarki.

Zapatrzona w mapę wysiadłam za moimi towarzyszami, aby ogarnąć gdzie jest najbliższa stacja kolejowa. Z mojego zaczytania wyrwał mnie mój chłopak, który nagle kurczowo mnie złapał. Podniosłam głowę zza mapy, aby zobaczyć o co chodzi i zobaczyłam coś czego nigdy nie zapomnę – dym, koksowniki na którym paliły się kasztany i stare mięso, ludzie leżący na kartonach i zasikanych materacach, pozostawione na środku wózki z marketów i mnóstwo oczu skierowanych na nas. „Biali ludzie w czarnym kraju” rzec by się chciało, jednak my wciąż byliśmy w Europie, ba, w jednym z najsłynniejszych krajów Europy, a czuliśmy się jakbyśmy wpadli w paszczę lwa w najbardziej dzikim zakątku Afryki. Byliśmy jedynymi ludźmi, którzy na stacji kupowali bilety. Byliśmy jedynymi przerażonymi. Pamiętam, że jedyne o czym myślałam to to, aby nie pokazać swojego strachu, aby zachowywać się naturalnie, aby dreptać pewnym krokiem niczym Beyonce wśród swoich fanów, którzy nie mogą oderwać od niej wzroku. Moje próby wyszły marnie, bo z każdym krokiem czułam jak coraz bardziej sztywnieje i wiedziałam, że jak zaraz się stąd nie wydostanę to się popłaczę, niczym dziecko. Na stacji oczywiście musiała się do nas doczepić „miła” pani, która jak zorientowała się, że nie mówimy po francusku to sobie darowała. Podjechał pociąg, wsiedlismy i zostawiliśmy za sobą brud, smród moczu i śmierdzącego, spalonego, starego mięsa i kasztanów. Dopóki nie odwiedziłam Saint Denis myślałam, że nie jestem rasistką. Jednak wizyta ta chyba zweryfikowała nieco moje poglady. Mimo wszystko, myślę, że nie chodzi o kolor skóry tylko wyznanie, idee życiowe i zachowanie. Przecież na „Limance” też swobodnie nie spacerowałam i jestem pewna, że równie mocno bałabym się, gdyby wszyscy gapili się na mnie jak sroka w kość – niezależnie od koloru skóry.

Saint Denis – historia

Z uwagi na przerażającą poprawność polityczną Francuzów, o Saint Denis nie przeczytamy za wiele złego. Gdy rozmawiasz z Francuzem o tym miejscu usłyszysz nie o ich mieszkańcach, lecz o stadione Stade de France i Bazylice, w której nigdy nie będę. Jednak z bliższymi mi Francuzami udało mi się porozmawiać szczerze i dowiedziałam się trochę na temat problemu jakim aktualnie jest ta dzielnica. Saint Denis stało się dzielnicą Muzułmanów z powodu pomysłu Francuzów. Otóż, gdy sprowadzali do Francji siłę roboczą ze swoich starych kolonii, aby poprawić ich byt i odkupić winy, zdecydowali, że będą umieszczać przybyszy na obrzeżach Paryża. Powód był prosty – nie chcieli ich wśród Paryżanów w centrum. Przez ten (z początku niewinny) pomysł, mieszkańcy Saint Denis nie zintegrowali się z resztą Francuzów. Stworzyli swoją dzielnicę, która obecnie jest poza prawem. Dzielnica ta pojawia się w raportach policji jako ta, której należy nie odwiedzać. Co roku w Saint Denis płoną setki aut na znak przeciwstawienia się rzekomej nietolerancji. Jest to sposób na „ukaranie” Francuzów. Dziwne jest to, że mieszkańcy tej dzielnicy niszczą swój dobytek i uważają to za karę dla reszty kraju…


Brak zdjęć w tym wpisie spowodowany jest strachem przed ich robieniem.

Jakie niebezpieczne miejsca mieliście „przyjemność” odwiedzić?

18 uwag do wpisu “Niebezpieczne miejsca w Europie, które odwiedziłam

  1. Wpadłem do Ciebie i spodobało mi się to : “Dopóki nie odwiedziłam Saint Denis myślałam, że nie jestem rasistką. Jednak wizyta ta chyba zweryfikowała nieco moje poglądy.” – brawo za odwagę 🙂
    I… szkoda Europy, prawda? Francję wolelibyśmy pamiętać z czasów białego żandarma z Saint Tropez, a nie czarnych bandytów ze wszystkich zakątków Paryża i reszty V Republiki Francuskiej przypominającej obecnie III Świat…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Osobiście bardzo mi przykro, że to akurat Francja przeżywa napad przez inne wszelkie kultury. W mojej opinii, to właśnie we Francji można zapoznać się z najpiękniejszą kulturą w szerokim tego słowa znaczeniu. Francja to taka europejska stolica kultury. Szkoda, że na naszych oczach zanika i zostaje bezbronna wobec braku kultury jaki tam coraz mocniej się przebija. Szkoda tych wszystkich teatrów, muzyki francuskiej, literatury i kultury picia win.

      Polubienie

      1. Smutne bardzo. Dawniej Paryż zwiedzało się o wiele przyjemniej niż obecnie. Nie paraliżował strach w metro, czuć było wolność… Zupełnie inaczej niż teraz. Przykro, że to nigdy nie wróci…

        Polubienie

  2. Trzech miejsc nie znam i trzech nie chce poznać. Pierwsze miejsce mimo ciemne – da się przeżyć. Jeśli sama nie zaczniesz robić sobie błota, tak raczej nikomu nie zechce się doszukiwać co tam robisz i po co jesteś. Drugie miejsce jest przerażające ze względu na tych ludzi, którzy wolno chodzić nie powinni. Jednak trzecie miejsce to taki szczyt, na którym NIGDY nie chce się znaleźć. Mieszkam w Anglii i są tu różni ludzie, ale taki widok, te spojrzenia i wszystko inne.. och nie! Współczuje przeżyć i mam nadzieję, że będziesz omijać takie miejsca z daleka i do żadnego z nich nie trafisz (nawet przez przypadek)!

    Polubione przez 1 osoba

  3. Wsiadłam kiedyś dama do metra z zamiarem zwiedzenia katedry St Denis, niestety na stacji okazało się, że kupiłam zły bilet i mnie bramki nie wypuściły. Wszyscy, którzy wysiedli ze mną przeskakiwało nad bramkami. Mnie zabrakło odwagi. Teraz po przeczytaniu twojego tekstu myśle, że może to i dobrze, że tak sie stało. Ale do tej katedry na pewno kiedyś wrócę. Może innymi drogami, ale muszę zobaczyć dzieło, od którego narodził sie gotyk. A wracając do Paryża to faktycznie w niektórych dzielnicach strach sie bać, ale to niestety polityka Francji tworząca getta dla ludzi z byłych koloni doprowadziła do tego stanu. Może gdyby ich potraktowano na starcie inaczej, dano edukacje i przede wszystkim prace wszystko mogłoby wyglądać inaczej. Szkoda

    Polubione przez 1 osoba

    1. Samej się tam nie wybieraj. Francuzi boją się tam wjeżdżać nawet autem. Policja ostrzega przed odwiedzaniem. Najlepiej jakąś większą grupą zwiedzić katedrę. Podobno przy niej samej jest trochę białych osób. Co do samego powstania tej dzielnicy to uważam, że jest to wina Francuzów, ale z drugiej strony na myśl przychodzi mi Londyn, w którym nikt nikogo nie izolował, a muzułmańskie dzielnice istnieją.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s